Herling Grudziński

Herling GrudzińskiOrder Orła Białego dla Herlinga Grudzińskiego

15 czerwca 1998r., w Instytucie Polskim w Rzymie, odbyła się ceremonia wręczenia Orderu Orła Białego Gustawowi Herlingowi- Grudzińskiemu. Pisarz, były kombatant Armii Andersa, kawaler Orderu Virtuti Militari, żyjący od 1955 roku w Neapolu, gdzie ożenił się z Lidią Croce, córką wybitnego filozofa włoskiego Benedetto Croce, odebrał wyróżnienie z rąk ministra spraw zagranicznych RP Bronisława Geremka.

Na przyjęcie przybyło wielu gości, znajomych i przyjaciół pisarza – Polaków i Włochów. Drukujemy poniżej przemówienie Herlinga-Grudziñskiego wygłoszone przy tej uroczystej okazji. Ten sam tekst ukazał się w dodatku Rzeczpospolitej “Plus Minus”, a jego włoskie tłumaczenie w neapolitañskim dzienniku Il Mattino z 25 czerwca .

Przemówienie Herlinga-Grudzińskiego

Panie Ministrze, Panie i Panowie. Dumie z otrzymania najwyższego polskiego odznaczenia towarzyszy głęboka satysfakcja, że otrzymuję je z rąk Pana, Panie Ministrze. Znamy się od dawna, jakkolwiek w pierwszym okresie na odległość, z wzajemnych lektur. Poznaliśmy się osobiście w maju 1989 roku. Do Rzymu przyjechała delegacja “Solidarności” na zaproszenie włoskich związków zawodowych. Wtedy właśnie, w jednej z przerw w waszych zajęciach, przegadaliśmy dwie godziny w cztery oczy. To spotkanie pozostawiło we mnie głęboki, radosny ślad. Nie jest wcale drobnym i mało znaczącym faktem nasz wspólny udział w świeżym przedsięwzięciu wydawniczym: wkrótce ukaże się w “Czytelniku” przekład polski “Historii Europy w XIX wieku”  Crocego z Pana przedmową i z moim posłowiem. Jako młodziutki student Uniwersytetu Warszawskiego, tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, przejąłem się konceptem Crocego “religia wolności” i z nim wyruszyłem na wojnę. Zanim przejdę do kilku wyznañ z okazji dzisiejszej ceremonii, chciałbym powitać kilka bliskich mi osób wśród słuchaczy: ambasadora Francji w Warszawie, Benoit D’Aboville, którego poznałem jako ambasadora Francji w Pradze, mojego przyjaciela od wielu lat, Stefana Frankiewicza, obecnego ambasadora Rzeczypospolitej przy Stolicy Apostolskiej, niegdyś wicedyrektora edycji polskiej “Osservatore Romano”, póŹniej redaktora miesięcznika “Wiꏔ w Warszawie. Dziękując z całego serca Wysokiej Kapitule Orderu Orła Białego za przyznanie mi tego zaszczytnego odznaczenia, mam prawo sądzić, że zostało mi ono przyznane nie tylko za mój dorobek pisarski, ale także – a może przede wszystkim – za moją działalność publiczną. O niej więc pragnę powiedzieć parę słów, w formie krótkiego szkicu autobiograficznego, prawie dokładnie na rok przed moimi osiemdziesiątymi urodzinami. Nazajutrz po klęsce wrześniowej 1939 roku wraz z grupą moich uniwersyteckich przyjaciół, związanych ze Stronnictwem Demokratycznym, założyłem pierwszą w Warszawie organizację konspiracyjną Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa, PLAN. W dalszych latach wojny nasze drogi rozeszły się na ogół, tak że w roku 1991, podczas mojej pierwszej podróży powojennej do Polski, moja rozmowa z byłym szefem PLAN-u skoñczyłasię obopólnym stwierdzeniem, że nie mamy sobie nic ważnego do powiedzenia. W każdym razie pod koniec 1939 r. zapadła w Warszawie decyzja, że spróbuję przez teren okupacji sowieckiej przedrzeć się na Zachód, aby nawiązać kontakt z władzami RP na wygnaniu. NKWD aresztowało mnie w marcu 1940 r. pod Grodnem. Dwa dalsze lata to okres opisany w mojej książce “Inny świat”. Lata ciężkie, o czym wiedzą czytelnicy “Innego świata”, tak ciężkie, że na krótko przed zwolnieniem młodego i silnego kiedyś chłopaka zakwalifikowano do baraku zwanego “trupiarnia”. A jednak, paradoksalnie, nie był to czas jedynie ciężki i całkowicie stracony. Zobaczyłem “kuchnię” ustroju sowieckiego, co dawało mi wyższość w póŹniejszych rozmowach z utytuło-wanymi “sowietologami”. Z wyjątkiem mojego zmarłego przyjaciela, profesora Michała Hellera, autora historii ZSRR “Utopia u władzy”. Ale Heller, student historii Uniwersytetu Moskiewskiego odsiedział w łagrach sowieckich pięć lat. Choć z dużym opóŹnieniem, pakt Sikorski-Majski otworzył przede mną bramę obozu. W Kazachstanie wstąpiłem do Armii Polskiej, organizowanej w ZSRR, armii byłych więŹniów dowodzonej przez byłego więŹnia. Z rozmaitych względów przeniesiono nas niebawem na Bliski Wschód. Tam odbywało się szkolenie wynędzniałych, pokrytych śladami cyngi żołnierzy. Byliśmy przeznaczeni do udziału w kampanii włoskiej. Uczestniczyłem w bitwie pod Monte Cassino i w innych bitwach a do linii Gotów. Chciałem tego, podobnie jak chcieli tego moi koledzy z 2-go Korpusu, chociaż po Teheranie wiadomo już było, jaki czeka nas los. “Z tej wojny nie wypada wracać”, powiedział wybitny pisarz polityczny, Adolf Bocheñski, który zginął pod Anconą rozładowując minę. Może to zbyt krañcowe, lecz pewne jest, że w tej wojnie nieodparta była potrzeba bicia się za wszelką cenę. Po skoñczonej kampanii włoskiej przeniesiono mnie do Rzymu, do redakcji tygodnika 2-go Korpusu “Orzeł Biały”, gdzie powierzono mi redagowanie działu literackiego. W Bibliotece “Orła Białego” wyszła moja pierwsza książeczka “żywi i umarli”. Jak z tego widać, od dość dawna byłem w niezłych stosunkach z ptakiem z polskiego godła narodowego… W powojennym Rzymie pozostała niewielka grupa osób w mundurach wojskowych pod wodzą Jerzego Giedroycia. Należałem do niej. Postanowiliśmy założyć Instytut Literacki, wiedząc, że emigracja zapowiada się na długo i że jedyną bronią emigrantów politycznych jest drukowane słowo. Zgłosiłem projekt wydawania miesięcznika “Kultura”. Pierwszy rzymski numer podpisany jest przez dwóch redaktorów, przez Giedroycia i przeze mnie. Po pierwszym numerze “Kultura” przeniosła się do Paryża , a ja z pierwszą żoną pojechałem do Londynu. Pod koniec pobytu w Londynie przyjąłem posadę w monachijskiej Wolnej Europie, w niezwykłej rozgłośni kierowanej świetnie przez Jana Nowaka-Jeziorañskiego. Do “Kultury” wróciłem już z Neapolu, dokąd zaprowadziło mnie moje drugie małżeñstwo. Przez lata jeŹdziłem do Maisons-Laffitte w każdym kwartale na jeden miesiąc. Aż do mojego rozstania z Giedroyciem po odzyskaniu niepodległości, w które wierzyliśmy obaj niezachwianie. Nie ukrywam, że to rozstanie było dla mnie bardzo bolesne. Ale nikt i nic nie zmusi mnie do powiedzenia złego słowa o wielkim dziele Jerzego Giedroycia. Moja rana zaś podgoiła się i goi dalej dzięki stałej współpracy z “Plusem i minusem”, tygodniowym dodatkiem do “Rzeczpospolitej”. I dzięki przyjaŹni z jego współredaktorką, Elżbietą Sawicką. Tak dobiegliśmy do koñca. W roku 1989 przestałem być pisarzem emigracyjnym, a stałem się pisarzem polskim zamieszkałym w Neapolu. Powiedziałem to, odbierając doktorat honorowy na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Powtórzyłem w zeszłym roku, odbierając doktorat honorowy na lubelskim Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Moje książki, niegdyś surowo zakazane w najlepszym z ustrojów, wychodzą normalnie w “Czytelniku” kierowanym przez Henryka Chłystowskiego. W tym roku jeszcze ukaże się dziesiąty, ostatni tom moich “Pism zebranych” pod redakcją Zdzisława Kudelskiego, doktora polonistyki KUL-u. Z Włodzimierzem Boleckim, polonistą warszawsko-łódzkim, łączą mnie mocne więzy przyjaŹni i współpracy. I oto teraz ukoronowanie całego życia, które odbieram z Pana rąk, drogi Panie Ministrze.