Igor Mitoraj

Igor MitorajBohater umie przegrywać

Od ponad 25 lat mam wciąż ten sam sen. Jestem w miejscu, które przypomina muzeum i podczas gdy po nim spaceruję, natrafiam na malutkie drzwi, które prowadzą mnie w dół do wielkiej sali pod ziemią. Wchodzę tam i nagle znajduję się wśród wykopalisk archeologicznych: wspaniałych, antycznych przedmiotów, które zdają się mieć własną duszę.

Widzę niewielkie rzeźby greckie i egipskie, prawdziwe dzieła sztuki, które przez wieki zachowały swoje niezmienne piękno. Biorę niektóre z nich i chowam do kieszeni, ale nie po to, żeby je ukraść, ale aby je ocalić przed zniszczeniem. Wtem zjawiają się jacyś ludzie i muszę uciekać przez okno. I w tym momencie się budzę.

Oczywiście, bardzo łatwo można doszukać się w tym śnie elementów autobiograficznych, typowych dla moich poszukiwań artystycznych. A także znaleźć ślad tego, co stanowi cel dążeń każdego artysty, którego ja wyobrażam sobie jako wiecznego tułacza, zmuszonego do ciągłej ucieczki. Zawsze pogrążonego we własnym świecie, tajemniczym, niejako podziemnym, kruchym i niedostępnym dla innych. W świecie pełnym pułapek, ale jednocześnie fascynującym. Gdzie obecność sztuki staje się wartością, a dzieło artysty symbolem wiecznego piękna.

W moich rzeźbach wyraźne są ślady starożytnej kultury śródziemnomorskiej i wierność kanonom klasycznej harmonii. Moje dzieła są po prostu współczesną realizacją pojęć i idei, które od zawsze istniały i zawsze będą istnieć. Klasyczny model nigdy się nie starzeje, a więc zawsze pozostanie współczesny. Wszyscy jesteśmy związani z przeszłością. Teraźniejszości i przeszłości nie można rozdzielić – tyle tylko, że niektórzy z nas nie zdają sobie z tego sprawy.

Krajobraz ma wielki wpływ na moje rzeźby, jest ich częścią. Kiedy myślę o nowym projekcie rzeźbiarskim, zaraz umiejscawiam go w szerszym kontekście, aby odkryć jak najlepiej, najsilniej mógłby on harmonizować z tym, co go otacza. Dzieje się tak wówczas, gdy wiem, że moja rzeźba będzie się znajdować w bezpośrednim kontakcie z naturą, albo w miejscu niezwykłym.

Opowiem inny mój sen, który się często powtarza.

Jestem w Grecji, rozpoznaję jej charakterystyczny pejzaż, światło i ciepło. Nagle widzę dłoń z brązu, która wyłania się z rozległej kałuży błota. Zbliżam się jak zahipnotyzowany. Nie obawiam się, że zostanę wchłonięty przez to dziwne połączenie natury i kultury.

Myślę, że w tym śnie zawarty jest prawdziwy sens aktu twórczego: brak obawy przed zbrukaniem się materią, a zarazem chęć zespolenia się z minionym, odległym w czasie dziełem ludzkim. Historia sztuki to nie tylko estetyka, bowiem w kanonach formalnych zawarte jest wszystko: tak emocja, jak i czysta matematyka.

Z tego powodu tak bardzo lubię świat marzeń sennych, który często pojawia się w moich dziełach. Poświęciłem mu cały cykl rzeźb.

Wolę świat marzeń, ponieważ jest wolny od banalnych problemów dnia codziennego, ponieważ jest to miejsce, w którym pomysły same się rodzą z niebywałą łatwością i w sposób nieoczekiwany. To tutaj czuję się naprawdę wolny, mogę marzyć i tworzyć bez żadnych ograniczeń. Tak więc cała moja twórczość jest przeniknięta marzeniem sennym, a moje życie jest jego częścią. I napełnia mnie szczęściem myśl, że moja twórczość choć trochę pomaga śnić innym.

Moim największym pragnieniem byłoby móc kreować poprzez sztukę nowych bohaterów. Ponieważ ich już nie mamy. I odczuwamy ich brak. Z tą tylko różnicą, że ja mam swoją własną wizję bohatera: zajmuję się bogami i herosami, którym nie dane było wygrać swych batalii. W mojej twórczości pojawiają się wojownicy okaleczeni. Są mi bliżsi bohaterowie ranni niż ci, okryci chwałą. Bo prawdziwe zwycięstwo polega na umiejętności przegrywania. Bohaterstwo to nie jest jakiś konkretny wyczyn, to raczej kwestia postawy moralnej.

Dzisiaj natomiast widzę świat straszny, banalny i płaski. Nie ma już prawdziwych wzorców moralnych, ani wspaniałych ludzi zdolnych do wielkich czynów, z których można by brać przykład.

I zasmuca mnie nadmierna, pozbawiona wstydu komercjalizacja tego, co najbardziej autentyczne w naszym życiu. Ta jakaś gigantyczna kosa, która wielkim zamachem zrównała wszystko, spłaszczając nasze pragnienia i możliwości, upodabniając jednych do drugich.

Sztuka na szczęście od zawsze żyje swoim życiem. Nie ma ojczyzny, jest ponadczasowa i apolityczna. Pozwala na inne spojrzenie. Może właśnie z tego powodu mam wrażenie, że jestem związany z wieloma miejscami, a jednocześnie nie należę do żadnego. Nie mam korzeni, chociaż czasami mam wrażenie, że odnalazłem swoją ojczyznę tu, we Włoszech..

I pomimo wszystko nie jestem pesymistą. Myślę, że każdy człowiek na swój sposób może być artystą, bo może stworzyć swój własny sposób bycia i porozumiewania się z innymi ludźmi, wzbogacając go wciąż nowymi wrażeniami.

A w ostatnich czasach?… Wielu artystów wyraża się w swej sztuce poprzez wizualne okrucieństwo i przemoc. Według mnie jest to zabieg nieuczciwy, w którym autor ułatwia sobie zadanie, bo epatując gwałtownością, podporządkowuje sobie odbiorcę. To droga niewłaściwa, przynajmniej do czasu, dopóki sztuka może pozostać snem.